krótkowłosy pseudointelektualista

Wpis

wtorek, 11 lutego 2014

Moje osobiste zasługi dla polskiego sportu

Dawno temu, gdy Supergigant był najbardziej opiniotwórczym polskim blogiem sportowym, toczyliśmy na nim zaciekłe spory m.in. o Łukasza Kruczka. Zarówno redaktorzy bloga, jak i znaczna część komentatorów po Kruczku niemiłosiernie jeździła. Że za młody, że jako skoczek był nieudacznikiem (jakby Hess, Kojonkoski, Pointner czy Schödler nie byli), że zmarnuje koniec kariery Małyszowi, który chciał dalej pracować z Hannu Lepistö. Mimo że już w pierwszym roku pracy Kruczka z drużyną zanotowała ona znaczący postęp, przynajmniej na imprezie docelowej (czwarte miejsce drużyny, medal przegrany tylko przez jakiś fuksiarski skok Okabe). Wtedy to - broniąc Kruczka - rzuciłem pomysł, że być może kadrą powinno zajmować się dwóch trenerów. Cytując:



jeśli Małysz potrzebuje indywidualnego trenera, to niech z nim trenuje. Ale trener kadry powinien być rozliczany z osiągnięć drużyny. Moim zdaniem to, co zrobił Kruczek z kadrą w styczniu i lutym, dobre skoki już nie tylko Stocha, ale i Huli, Śliża czy Rutkowskiego, to jest znaczący postęp w porównaniu do czasów Lepisto.

 

Jeśli Supergigant był opiniotwórczym blogiem sportowym (a przecież był!) i jeśli ten komentarz miał jakiś pośredni chociaż wpływ na decyzje sterników PZN i polskiego sportu (które - jak wiadomo - poszły dokładnie w proponowanym przeze mnie kierunku), to mogę sobie przypisać jakiś kawałeczek zasługi za sześć (and counting!) medali, jakie zdobyli polscy skoczkowie od tego czasu na MŚ i IO.

 

Oczywiście ja sobie mogłem tu coś pisać na blogu, ale decyzję w tej sprawie podjął Apoloniusz Tajner - i przy całym moim braku sympatii do niego ta decyzja jest jego ogromną zasługą. Przecież o ile łatwiej, i bezpieczniej, było ściągnąć jakieś głośne nazwisko z zagranicy (czy choćby zostawić Lepistö).

 

Od zawsze jestem zwolennikiem Polskiej Myśli Szkoleniowej. Zagraniczni szkoleniowcy mogą nam dostarczyć krótkoterminowy transfer wiedzy, ale ma on sens tylko wtedy, jeżeli będzie ona przekazana polskim trenerom i później rozwijana przez nich. Ten transfer wiedzy powinien być wręcz warunkiem zatrudnienia zagranicznych trenerów w polskich związkach sportowych (co kompletnie nie zagrało w przypadku Beenhakkera i zupełnie nie gra w polskiej siatkówce). W skokach się to udało.

Szczegóły wpisu

Tagi:
brak
Kategoria:
Autor(ka):
airborell
Czas publikacji:
wtorek, 11 lutego 2014 15:20

Polecane wpisy

  • O planie Morawieckiego

    Został opublikowany strategiczny plan ministra Morawieckiego dotyczący polityki gospodarczej rządu.   Zanim zaczniemy go opisywać, trzeba najpierw powiedzi

  • Co Marek Kondrat zrozumiał z Prześnionej rewolucji

    Marek Kondrat w Tygodniku Powszechnym powołuje się na "Prześnioną rewolucję" Ledera: "Ona [rewolucja] już nastąpiła. Andrzej Leder stawia tezę, że rewolucja spo

  • Trzecia oś

    Dwa teksty przeczytane przez weekend. Poruszający reportaż z Tygodnika Powszechnego o przeszczepie twarzy (na razie za paywallem) i wypowiedź Ewy Błaszczyk , że

Komentarze

Dodaj komentarz

  • Gość DSD napisał(a) z 212.33.72.* komentarz datowany na 2014/02/12 17:19:36:

    Hm, piszesz że jesteś zwolennikiem 'Polskiej Myśli Szkoleniowej' ale zaraz potem dodajesz że 'zagraniczni szkoleniowcy mogą nam dostarczyć krótkoterminowy transfer wiedzy'. Czyli jednak nasze szkoleniowe orły muszą zostać 'zapłodnione' przez zaganiczników. Według mnie największy problem to nawet nie 'know-how' ale tzw. organizacja, zaplecze, atmosfera i takie tam mniej lub bardziej trudno definiowalne sprawy. Tutaj nawet nie ma co porównywać skoków i piłki nożnej. W skokach wystarczył jeden działacz aby zrobić rewolucję (przed chwilą czytałem wywiad z Małyszem, na początku lat 90tych nasza kadra to był jeden trener i jeden skoczek), na próbach rewolucji w PZPN (mniejsza o to jaki miały one sens) wywróciło się i PiS i PO.

  • airborell napisał(a) komentarz datowany na 2014/02/12 18:49:31:

    Ależ oczywiście że mogą. Zagraniczni szkoleniowcy mogą być środkiem do celu, ale w życiu nie rozwiązaniem docelowym. Wielu fanów Beenhakkera czy Lozano tego kompletnie nie zauważa.

    Nie ma co w ogóle porównywać skoków do piłki nożnej, bo skoki to jest dyscyplina na poważnie traktowana przez kilka narodów świata i trochę nakładów, stworzenie systemu szkolenia i dobry trener reprezentacji daje już taką przewagę konkurencyjną, że pozwala myśleć o miejscu w pierwszej trójce na świecie.

    Tak czy owak kadencja Beenhakkera nie dała w ogóle żadnego zastrzyku wiedzy polskim trenerom. Ani Beenhakker nie chciał się nią dzielić, ani PZPN tego nie egzekwował - a jak próbował, to fanboye Beenhakkera od razu zrobiły krzyk. Podobnie wydaje mi się, że kadencje Lozano czy Anastasiego mało co dały polskim trenerom siatkarskim. (Castellani to inny przypadek, ale on pracował u nas w klubie).

  • Gość jacek23151 napisał(a) z 46.31.32.* komentarz datowany na 2014/02/13 00:17:47:

    no z tymi Hulą, Śliżem i Rutkowskim to kolega nie do końca trafił ;)

  • airborell napisał(a) komentarz datowany na 2014/02/13 08:39:18:

    No w 2009 roku drużyna z Hulą (skakał rewelacyjnie) i Rutkowskim zajęła 4. miejsce na MŚ.

  • Gość jacek23151 napisał(a) z 46.31.32.* komentarz datowany na 2014/02/16 10:08:11:

    Ale nie przełożyło się to na choć rok stabilnej formy.

  • zamorano102 napisał(a) komentarz datowany na 2014/02/16 12:51:09:

    Kij tam z formą na imprezach docelowych i fenomenalnym skakaniem Huli w drużynówce w Libercu. Znowu to samo antykruczkowe pierdololo o braku roku stabilnej formy przez cały rok. Bez uwzględniania potencjału zawodnika.

  • Gość jacek23151 napisał(a) z 46.31.32.* komentarz datowany na 2014/02/18 23:53:12:

    no własnie nie bardzo wiem czemu antykruczkowe. W tym, że z Huli nie było ludzi,wina leży po stronie Huli, a nie Kruczka.

Dodaj komentarz