krótkowłosy pseudointelektualista

Wpis

czwartek, 20 października 2011

Wybiórczy Znak

Sensacją literackiego sezonu letniego była zadyma wokół książki "Sekretne życie motyli". Zadyma ma przynajmniej dwa aspekty - jeden to zarzucany parze Kubarska & Kaszlikowski brak rzetelności w relacjonowaniu swojego przejścia w Grenlandii (w efekcie czego dostali prestiżową nagrodę alpinistyczną, którą im właśnie odebrano). Istotniejsze jest jednak to, że - jak twierdzą ci, co książkę czytali (ja nie mogłem przeczytać, bo sąd książkę tymczasem zaaresztował) - jest ona tak naprawdę paszkwilem na Kubarską i zwłaszcza Kaszlikowskiego, którzy co prawda nie występują w niej pod swoimi nazwiskami, ale każdy i tak wie, o kogo chodzi.

Dlaczego o tym piszę? Bo dopiero dzisiaj uświadomiłem sobie, że wydawcą książki jest krakowski "Znak". Ten sam "Znak", który z oburzeniem odrzucił książki Domosławskiego o Kapuścińskim i Graczyka o "Tygodniku Powszechnym", gdyż miały urażać uczucia różnych osób i w niedopuszczalny sposób wchodzić w czyjeś życie prywatne. Cóż, co za wrażliwość. Szkoda, że redakcja jest tak wrażliwa tylko wtedy, gdy chodzi o swoich znajomych.

Coraz mniejszą mam ochotę kupować kiedyś jakiekolwiek wydawnictwa "Znaku".

Szczegóły wpisu

Tagi:
Kategoria:
Autor(ka):
airborell
Czas publikacji:
czwartek, 20 października 2011 09:28

Polecane wpisy

Komentarze

Dodaj komentarz

  • Gość odo napisał(a) z *.neoplus.adsl.tpnet.pl komentarz datowany na 2011/10/20 10:17:42:

    etam. Jak dla mnie jeśli chodzi o Znak to myślę, że są raczej zaskoczeni sprawą. Ja tam akurat jestem członkiem klubu górskiego (czyli w jakiś sposób mam macki sięgające w kierunku "środowiska") i po przeczytaniu książki (jako fikcji literackiej) bym się pewnie nie zorientował, że w ogóle o kogoś chodzi.
    Dotychczas chyba nie było praktyki zatrudniania rzeczoznawców przy wydawaniu literatury, chyba że to by było wydawnictwo specjalistyczne, które planuje głównie "przedstawiać realia" na kanwie jakichś fikcyjnych wydarzeń. No a zazwyczaj jeśli się książka broni (lub nawet zachwyca) literacko i moralnie przed wykształconym ogólnie redaktorem, który to wcześniej przeczyta, to przechodzi i wychodzi.
    No i spodziewam się, że taka ekspertyza osób zorientowanych w dziedzinach poruszanych przez każdą książkę rozpatrywaną do wydania byłaby nieopłacalna. Teraz Znak będzie po prostu dawał autorom (książek "literackich" cały czas) trochę więcej papierów do podpisania, żeby potem móc od razu umywać ręce lub nawet liczyć na jakieś odszkodowanie. Myślę, że dotychczas mogli tego w takich sytuacjach nie robić.

  • Gość prym napisał(a) z *.neoplus.adsl.tpnet.pl komentarz datowany na 2011/10/20 10:32:25:

    Jakiś tydzień temu widziałem tę książkę w krakowskiej księgarni Wydawnictwa Literackiego "Pod Globusem". Sam się zdziwiłem, że jest.

    W samym Krakowie są gorsze oficyny specjalizujące się niemal wyłącznie w hagiografiach, Janach Pawłach, Tekielich itp. Znak chociaż Miłosz puści.

  • airborell napisał(a) komentarz datowany na 2011/10/20 10:58:11:

    @prym: ja tam uważałem do tej pory Znak za dobre wydawnictwo. Smutno mi się zrobiło, gdy usiłowali zablokować wydanie "Kapuścińskiego non-fiction", a w tej chwili są dla mnie tylko malutkimi hipokrytami.

  • Gość odo napisał(a) z *.neoplus.adsl.tpnet.pl komentarz datowany na 2011/10/20 11:08:51:

    @airb możesz opisać ten mechanizm odpowiedzialności? Jesteś przekonany o ich wiedzy na temat tego naruszenia praw osobistych i masz za złe, że nic z tym nie zrobili, czy uważasz sprawę za karygodne niedopatrzenie jeśli chodzi weryfikację faktów czy coś w tym stylu?

  • utopijne napisał(a) komentarz datowany na 2011/10/20 11:28:58:

    książka teoretycznie jest tylko fikcją literacką, autorka wyraźnie to zaznaczyła i niestety w ten sposób sprawiła, że jest bezkarna. Natomiast zadziwia pochopność w wyciąganiu wniosków. Jeśli wszystko co jest w książce jest prawdą, to pewnie istniałaby szansa udokumentowania, a co za tym idzie, autorka nie obawiałaby się napisać "powieść oparta na faktach".

  • airborell napisał(a) komentarz datowany na 2011/10/20 12:45:22:

    Mam za złe, że książkę wydali. Że byli tak bardzo wrażliwi na punkcie np. intymnych relacji państwa Kapuścińskich, a wydali książkę opisującą podobno ze szczegółami intymne relacje Kubarskiej i Kaszlikowskiego - ukrytych pod łatwymi do rozszyfrowania innymi imionami. Jeżeli rzeczywiście nie wiedzieli - w co nie wierzę - to od wybuchu całej afery minęły już prawie trzy miesiące i wydawnictwo miało czas, żeby wydać publiczne oświadczenie i przeprosić. Nie zrobili tego.

  • Gość odo napisał(a) z *.neoplus.adsl.tpnet.pl komentarz datowany na 2011/10/20 13:22:53:

    No. Rozstrzygnięcie tematu wiedzy byłoby najciekawsze. Prównywanie światowego Kapuścińskiego do jakichś tam wspinaczy, co mają bloga z dużą ilością wejść jest trochę w tym kontekscie chybione imho. Nie wiem jak to wygląda w Krakowie, ale z moich znajomych spoza klubu to zdecydowana mniejszość lubi góry. Spodziewam się, że redakcja (która nie jest właściwie stroną konfliktu) też nie będzie kierować oświadczeń do tak wąskiej grupy osób zainteresowanych.
    W tym swoim wpisie słow "sensacja" i "zadyma" używasz chyba przesadnie. ;)

  • airborell napisał(a) komentarz datowany na 2011/10/20 13:47:07:

    Ale to jest argument działający IMO w przeciwną stronę. Kapuściński jest osobą tak ważną, wywarł tak wielki wpływ na polską kulturę, że uważam za usprawiedliwione pisanie całościowej biografii o nim - uwzględniającej również życie prywatne. Natomiast jaki jest cel odgrzebywania intymnych szczegółów z życia prywatnego "jakichś tam wspinaczy"?

    Problem polega na tym, że wg Znaku Kaszlikowski i Kubarska zasługują na mniejszą ochronę praw osobistych niż p. Kapuścińska czy p. Bortnowska. I mnie się takie podejście bardzo nie podoba.

  • zamorano102 napisał(a) komentarz datowany na 2011/10/20 14:41:59:

    Sporo księgarni i empików na Dolnym Śląsku ciągle nie wie, że sąd książkę zaaresztował:D

  • Gość odo napisał(a) z *.neoplus.adsl.tpnet.pl komentarz datowany na 2011/10/20 18:24:04:

    @airb argumentacja dotyczyła wiedzy/niewiedzy. nie wiem skąd się bierze Twoje przekonanie o rozmyślnym działaniu wydawcy. W jaki sposób w ogóle miałoby się wchodzić w posiadanie koniecznych do takiego działania informacji jeśli nie przez przypadek... to pewnie prosta kwestia oceny 'powszechności' wiedzy - chyba tu się najbardziej różnimy.
    jak dla mnie to prawdopodobieństwo, że ktokolwiek w redakcji kojarzył osoby pokrzywdzone jest mniejsze niz 50% (zakladam, że redakcja to maximorum 20 osób - nie mam pojecia jak to naprawdę wygląda), no a że wiedziala o nich ktoras z osób zajmujacych sie książką od strony merytorycznej przed wydaniem juz jest moim zdaniem bardzo watpliwe.

    i to wlasnie popularnosc osob wplywa na sensownosc wydawania oswiadczenia. jesli domyslna jest powszechna nieznajomosc postaci tych dwojga, to niewinnosc redakcji tez jest wtedy oczywista.

    nie wiem. moze slyszalo o tych ludziach wiecej osob niz mi sie wydaje. przed oczyma duszy widze sytuacje, gdy autorka zglasza kogo pod pseudonimem oczernia a redakcja tylko upewnia sie ze to nie kapuscinski, ale tak chyba nie bylo ;).

  • airborell napisał(a) komentarz datowany na 2011/10/20 19:50:37:

    No bez przesady. Naprawdę, gdybyś Ty był redaktorem w Znaku, nie sprawdziłbyś, kiedy to pani Onoszko była na Grenlandii, z jakiej okazji i z kim?

    A to, że nikt w redakcji nie znał Kubarskiej i Kaszlikowskiego, to właśnie jest mój główny zarzut. To znaczy - nie to, że nie znał, ale że nie zawahał się wydać książki naruszającej czyjeś dobra osobiste, gdy kilkanaście miesięcy wcześniej z powodu (pod pretekstem?) naruszenia dóbr osobistych odwalił Domosławskiego i Graczyka. Ja to odbieram tak, że Znak chroni dobra osobiste, pod warunkiem, że są to dobra osobiste znajomych redaktorów - dobra osobiste nieznajomych natomiast możemy sobie swobodnie naruszać. I to jest dla mnie dość obrzydliwe.

  • Gość odo napisał(a) z *.neoplus.adsl.tpnet.pl komentarz datowany na 2011/10/21 01:05:17:

    Po co miałbym sprawdzać? Zakładamy, że jako redaktor "znam się" i wiem, czy to co napisane to dobra literatura czy zła. Przecież to zupełnie co innego niż reportaże, gdzie kryterium prawdy by mnie w ogóle mogło interesować i bym sprawdzał, co się da. [btw nazwisko jako takie może się zdewaluowało, ale nadal książki Kundery są uważane za wartościowe artystycznie, a jednocześnie są kopalniami faktoidów - i nikt jakoś nie ma nic przeciwko - to jest sztuka]
    Przy takiej powieści, to co można... wyjazd autorki na jakąś prawdziwą wyprawę mógłby mnie co najwyżej uspokoić, że nie jest wspinaczkową ignorantką i nie będą mi się uskarżać jacyś czepialscy alpiniści na (moim redaktorskim zdaniem nieistotny, niszowy) "brak realizmu". To "z kim" bym już sobie darował. Ewentualnie rzeczywiście (co Ci się nie spodoba) mógłbym się tym na wszelki wypadek zainteresować, jeśli bym zobaczył na liście wyprawy jakieś nazwiska osób publicznych. Takie osoby mają już jakieś przypisane stereotypy także w mojej (nadal redaktorskiej) głowie, które można ewentualnie przypisać do fikcyjnych postaci. Inaczej robić research dla każdego anonimowego nazwiska, na które się człowiek natknie? Sprawdzać na Fejsbuku potencjalne cechy charakteru tych osób, czy co? Wyszukiwanie takich podobieństw jest zdecydowanie pracochłonne dla ludzi z zewnątrz.
    Być może takie sprawdzanie jest od zawsze praktyką w wydawnictwach o większym przerobie i większym ryzyku, gdzie paparazzich się nie wyrzuca z miejsca, a nie gdzie jest intencją "obcować z dziełami" (a to był dział Znaku specjalizujący się w literaturze). Sprawdzanie czy autor przypadkiem nie przemyca taką mistyfikacyjną metodą jakichś szpilek dla swoich znajomych uważałbym (dotąd) za co najmniej nieuprzejme, teoriospiskowe i aspołeczne.
    Ale jestem pewien, że po takiej zawierusze to już i Znakowcy i wszyscy za nimi niezależnie od wysokości lotów będą analizować życiorysy każdego z przychodzących autorów - tradycyjnie: konieczność ograniczonego zaufania ze szkodą dla branży.

Dodaj komentarz