|
|
Blog > Komentarze do wpisu
Dlaczego feminista nie lubi Wysokich Obcasów
Wysokie Obcasy mają dziesięć lat - czyli są równo o połowę młodsze od swojej mamusi. Na rocznicę wypadałoby napisać laurkę - ale bloger może sobie pozwolić na nieprzestrzeganie konwenansów. Napiszę więc, że Wysokich Obcasów nie lubiłem od pierwszego numeru, i że ich powstanie uważam za jeden z ważnych kroków w procesie zmian w Gazecie Wyborczej w stronę, która niekoniecznie mi odpowiada. I piszę to jako ktoś, kto był wtedy wyznawcą GW, a do dziś pozostał konsekwentnym feministą. Tyle że właśnie. W sumie w pierwszym dziesięcioleciu swojego istnienia Gazeta sporo miejsca poświęcała tematyce gender, równouprawnienia i szeroko rozumianych praw kobiet (że przypomnimy słynną akcję "Rodzić po ludzku"). Ale tematyka ta znajdowała się wewnątrz szerokiego spektrum wartości, nazwijmy je uniwersalistyczno-liberalnymi, które były linii "Gazety" bliskie. Podzielałem ten punkt widzenia. Dla mnie prawa kobiet zawsze bezpośrednio wynikały po prostu z praw człowieka, nigdy nie były od nich czymś odrębnym. Uważałem, że nie ma żadnego powodu, aby kobiety i mężczyźni nie wyznawali tych samych wartości, a jeżeli nawet kobiety stanowią jakąś szczególną grupę interesów, to nie bardziej istotną niż dziesiątki innych grup interesów, które funkcjonują w społeczeństwie - dlatego takim idiotyzmem był dla mnie pomysł pt. Partia Kobiet. Uważałem też, i dalej oczywiście uważam, że kwestie praw kobiet powinny być interesujące również dla mężczyzn - choćby dlatego, że wynikająca z krzywdzących stereotypów dyskryminacja kobiet w jednej dziedzinie często jest bezpośrednim powodem dyskryminacji mężczyzn w innej (np. stereotyp, że to kobieta ponosi szczególną odpowiedzialność za wychowanie, jest żródłem dyskryminacji kobiet w pracy - ale mężczyzn w sądach rodzinnych). I nagle powstały "Wysokie Obcasy". I niezależnie od tego, jak bardzo redakcja by protestowała, trudno było nie odnieść wrażenia, że oto tematyka kobieca przestała być w "Gazecie" traktowana jako uniwersalistyczna, że została zepchnięta do niszy. Do tej pory np. reportaże o ciekawych ludziach, niezależnie od płci, można było poczytać w "Magazynie". Po kwietniu 1999 reportaże o ciekawych ludziach pozostały w "Magazynie", acz było ich coraz mniej, ale za to pojawiły się reportaże o ciekawych kobietach. W "Obcasach". Jakby kobieta była jakimś szczególnym gatunkiem człowieka. Podobnie na łamy dodatku przenosiły się teksty o feminizmie. W ten sposób redakcja symbolicznie podkreślała, że feminizm w mainstreamie opinii się nie mieści. Czyż można sobie wyobrazić bardziej antyfeministyczny ruch? Oczywiście zdaję sobie sprawę, o co chodziło - o kasę. O nowe miejsce dla reklam ubrań i kosmetyków, o robienie z Gazety maszynki do zarabiania pieniędzy. Powstanie Obcasów to był pierwszy krok, potem było odchudzenie Magazynu GW i pozbawienie go rubryk stanowiących jego znak firmowy od początku istnienia, odchudzenie Gazety Świątecznej i tworzenie i rozbudowa kolejnych dodatków reklamowych (jak np. Wysokie Obroty, nie przypadkiem nawiązujące nazwą do Obcasów). Dla każdego coś miłego. Dla kibiców dodatek sportowy, dla poszukujących pracy - z ogłoszeniami, dla prawdziwych facetów samochodowy, a dla kobiet - kobiecy. Rozliczne dyskusje o Gazecie Wyborczej najczęściej są poświęcone demonicznej roli tego dziennika i jego naczelnego w narzucaniu dyskursu publicznego w Polsce po 1989 roku, w narzucaniu swojego systemu wartości. Nie zauważyłem natomiast dyskusji, jak bardzo "Gazeta" zmieniła się w pewnym momencie pod wpływem parcia na kasę, na osiąganie coraz lepszych wyników sprzedaży i bicie rekordów notowań Agory. I jak pod wpływem tego parcia zaczęła odchodzić od swoich wartości czy wręcz je zmieniać. Jest jedna wielka zasługa, jaką WO mają dla ludzkości. Kinga Dunin. Oczywiście, jej teksty z Ex-librisu, Kuriera Czytelniczego czy Zadry (a później z Krytyki Politycznej) były nie mniej błyskotliwe niż felietony dla Obcasów, a przeważnie obszerniejsze i głębsze. Ale ich siła rażenia, ich wpływ na opinię publiczną były kompletnie nieporównywalne. W sumie Obcasy mogłyby powstać tylko po to, żeby pani Kinga uzyskała na ich szóstej stronie trybunę do walki z Miśkami i Męskimi Szowinistycznymi Wieprzami wszelkich orientacji. Nawet jeśli sama woli tenisówki. środa, 08 kwietnia 2009, airborell
Komentarze
2009/05/02 14:51:23
Doskonałe słowa o prawach człowieka i prawach kobiet, mógłbym sie pod tym podpisać obiema rękami, choć w życiu nie nazwałbym sam siebie feministą (chyba właśnie dlatego, że nazbyt kojarzy się to z walką o prawa jednej tylko grupy w oderwaniu od całości).
Samych WO nie podejmuję się oceniać (mam w ręce raz na rok), ale z komercjalizacją całej Agory się zgadzam. Jak i z obniżaniem lotów i zmianą ideałów. Może po prostu zamiast skupiać się na celach, do których chcieliby dążyć, skupiają się na środkach i to one ich prowadzą. Bo pieniądze są doskonałym środkiem realizacji, ale lubią same stawać się celem. 2009/05/03 20:12:48
Ależ właśnie czytam WO. (Teraz rzadziej, bo w ogóle rzadko kupuję papierową Gazetę, ale nadrabiam u rodziców). No i właśnie problem polega na tym, że za wiele do czytania tam nie znajduję, zwłaszcza poza stałymi rubrykami. Hity i Kity, Dunin/Szczepkowska, listy, czasami Męska końcówka. Raz na kilka numerów jakaś sensowna (albo niekoniecznie sensowna, ale przynajmniej inspirująca do myślenia) porada psychologiczna. Z całej reszty, tzn. reportaży i wywiadów, 20-30% powinno się znaleźć w Świątecznej lub Formacie, a reszta mogłaby się spokojnie nie ukazać i nie odczułbym specjalnej straty z tego powodu.
|
Chyba jedyna, którą po prostu można PRZECZYTAĆ bez przewracania stron dalej dalej dalej żeby coś się znalazło.
Począwszy od listów poprzez p. Kingę w tenisówkach właśnie aż po męską końcówkę.
Ale co ja Cię będę przekonywać. Powiedz tylko kiedy ostatnio oprócz wspomnianego felietonu coś w WO przeczytałeś.
Ooo, dzisiaj sobota, do kawy w łóżku przydałyby się Wysokie Obcasy :) ... może by ktoś skoczył...? (ładnie proszę) ... nooooo i papierosy kup po drodze:) :) :)